sobota, września 07, 2013

Rozdział 18: "Nie pasuję tutaj"

"Jestem po prostu trochę między młotem a kowadłem
Życie to labirynt, a miłość jest zagadką
Nie wiem gdzie iść, nie mogę zrobić tego sama, próbowałam
I nie wiem dlaczego

Jestem tylko małą dziewczynką zagubioną w chwili
Tak bardzo się boję, ale tego nie pokazuję
Nie mogę tego rozgryźć
To mnie dołuje, wiem
że muszę odpuścić
I po prostu cieszyć się przedstawieniem."


- Lenka- The Show


     Obudził mnie szelest wiatru. Złośliwie trącał otwarte okno, chcąc, bym wstała. Zatkałam sobie uszy rękoma, żeby tego nie słyszeć. Jednak wiatr nasilił się i rozwiał moje czarne włosy. Chciał mnie wyrwać z łóżka, ale ja zamiast tego celnie rzuciłam poduszką w otwarte okno. Zamknęło się na tyle, by nie wpuścić już do środka złośliwego wiatru.
     Zerwałam się gwałtownie i stanęłam na podłodze. Naciągnęłam na kolana czarną koszulkę, w której spałam. Była za duża, bo nie należała do mnie. Dick pożyczył mi ją kilka dni wcześniej.
     Rozejrzałam się po pokoju po raz setny, upewniając się że nikogo tu nie ma. Czułam się tu zagrożona, jakbym ciągle musiała czuwać. Małe, kwadratowe pomieszczenie miało pomalowane na niebiesko ściany i białą, zimną podłogę. Naprzeciwko czarnego, pojedynczego łóżka znajdowały się dwa okna, z których jedno było obecnie uchylone. W prawym rogu pokoju stała jasnobrązowa szafa, z ciemnymi akcentami. W środku było pusto, dopiero ja włożyłam tam swoje rzeczy. Między nią a łóżkiem leżał czarny, puszysty dywan. W przeciwległym końcu pokoju znajdowały się drzwi do łazienki, a tuż obok nich małe biurko, całkowicie puste i czarne, obrotowe krzesło.
     Usiadłam, już nieco bardziej spokojna, z powrotem na łóżku. Zacisnęłam palce na puszystej kołdrze. Dlaczego się na to zgodziłam? Mogłam po prostu uciec, podczas gdy oni walczyli z Cieniami. Uznaliby mnie za tchórza, ale nie musiałabym z nimi mieszkać pod jednym dachem.
     Tytani pojawili się chwilę po tym, gdy Dick zaczął walczyć z wojownikami Cieni. Było ich zaledwie dziesięciu, ale byli dobrze wyszkoleni. Nie mogłam mu pomóc, bo byłam zajęta walką z Willow. Raven udało się w porę odepchnąć swoją magią jednego z wojowników, który chciał poderżnąć Dickowi gardło. Drużyna poradziła sobie z resztą oddziału, ale Willow zdołała uciec. W zamian zostawiła mi rozcięte prawe przedramię. Zabrali mnie do wieży po walce. Tylko Cyborg chciał mnie zostawić. Zgodziłam się, by Raven uleczyła moje rany, ale Dick zmusił mnie, żebym została z nimi w wieży. Niechętnie się zgodziłam, bo byłam zmęczona i głodna, a do tego nie miałam gdzie pójść.
     Willow uświadomiła mnie, że Diana nie przybyła sama. Ona i mały oddział wojowników mieli czekać w pogotowiu, gdyby coś poszło nie tak. Gdyby nie dawała znaku życia, mieli znaleźć Dicka i wykończyć go samotnie. Mimo, że udało się Tytanom pokonać Cienie tym razem, nie oznaczało to zwycięstwa. To była tylko namiastka prawdziwej armii.
     Obróciłam głowę w stronę małego zegarka, który stał na drewnianym stoliku, tuż obok łóżka. Wskazywał czwartą trzydzieści rano. Nie zamierzałam już spać, i tak przez całą noc budziłam się przy najmniejszym dźwięku. Podniosłam się i ruszyłam w stronę drzwi łazienki. Otworzyłam je cicho i weszłam do środka. Jasne pomieszczenie, w całości pokryte biało- beżowymi kafelkami, nie przypadło mi do gustu. Nie było zbyt duże, ani nie miało okien. Podeszłam do lustra, wiszącego nad białą umywalką.
     Spojrzałam prosto w oczy bladej dziewczynie, z lekko zaróżowionymi policzkami. Niebieskie oczy częściowo przykryła niesforna grzywka. Czarne włosy były nierozczesane, ale nie straciły swojego charakterystycznego połysku. Dotknęłam pasma włosów, które opadło na ramię. Nadal były miękkie w dotyku.
     Odkręciłam zimną wodę, po czym oblałam nią twarz. Pozbyłam się resztek zmęczenia i pobudziłam do działania. Sięgnęłam ręką po ręcznik, wiszący na wieszaku. Zakręciłam kran, jednocześnie wycierając twarz. Spojrzałam ponownie w lustro. Dotknęłam opuszkami palców policzka, na którym jeszcze trzy dni temu widniały trzy, długie rany zadane przez Bestię. Nie było po nich śladu. Raven udało się je usunąć za pomocą swoich zdolności. Wzięłam do ręki grzebień, który leżał na umywalce i szybko doprowadziłam swoje włosy do porządku. Kilkoma ruchami związałam je w zgrabną kitkę wysoko na głowie.
     Wyszłam z łazienki. Podeszłam do szafy w pokoju i chwyciłam czarną klamkę. Otworzyłam ją i spojrzałam na kilka ubrań, które leżały w środku. Od wczoraj pojawiło się kilka nowych, pewnie ktoś przyniósł mi coś na zmianę. Jakaś jasnofioletowa bluzka, która pewnie należała do Gwiazdki, granatowa bluza i czarne jeansy. Zdjęłam je z półki. Wyglądały na własność Raven, zważając na kolor i wielkość.
     Odłożyłam je z powrotem na półkę. Wyjęłam moje spodnie i niebieską bluzkę, którą kiedyś zwinęłam ze sklepu. Udało mi się ją znaleźć w starym budynku, w którym leżała moja torba. Nic oprócz ubrań w niej nie było. Mieszkałyśmy tam przez jakiś czas z Willow. Ale po jej zdradzie tam nie wróciłam.
     Założyłam ciuchy i moje buty. Czarną podkoszulkę wrzuciłam niedbale do szafy. Wzięłam do ręki granatową bluzę z kapturem. Miała czarne zakończenia długich rękawów i czarny zamek błyskawiczny. Wyglądała na męską. Nie sądzę, by Gwiazdka lub Raven taką założyła.
     Wyszłam szybko z pokoju, zakładając na siebie bluzę. Chciałam przemknąć niezauważalna przez korytarz z pokojami i przejść do salonu połączonego z kuchnią. Zanim wszyscy wstaną, powinno mnie już tam nie być. Napiję się herbaty, zjem jogurt i wrócę do pokoju.
     Drzwi na końcu korytarza automatycznie się otworzyły, gdy do nich podeszłam. Moim oczom ukazał się duży pokój, stanowiący 'centrum' całej wieży. Po prawej stronie znajdowała się mała kuchnia i niewielki stół z krzesłami. Ścianę naprzeciwko mnie zastępowały okna, z widokiem na miasto. Trochę wcześniej stała półokrągła sofa i komputery. Cały pokój był urządzony w kolorach : żółtym, szarym, czarnym i białym. Na całe szczęście, teraz nikogo tu nie było.
     Zeszłam już spokojna po schodach. Podeszłam do dzbanka z herbatą, który stał na blacie stołu. Nie tylko ja upodobałam sobie herbatę ziołową. Raven też lubiła ją pić, dlatego często dzbanek był już napełniony.
     Gdy już znalazłam coś nadającego się do zjedzenia w lodówce, usiadłam przy stole. Nadal czułam się tutaj nieswojo, jak intruz. Wiedziałam, że zaprosili mnie tylko dlatego, że miałam informacje o Cieniach. To było oczywiste, że jako bohaterowie chcieli zapobiec ich planom. Nie miałam tego nikomu za złe, teraz miałam pretensje tylko do siebie. Byłam głupia, że zgodziłam się na to. Przyzwyczaję się do tego co mam tutaj, a później będzie mi ciężko się z tym rozstać. A było to nieuniknione.
     Zjadłam powoli śniadanie. Ciągle zastanawiałam się nad tym, jak z tego wyplątać. Co mam im powiedzieć, żeby pozwolili mi odejść i nie szli za mną? To był jednak mój najmniejszy problem. Czekało mnie znalezienie ruchu oporu, wojna z Cieniami. To co najtrudniejsze było jeszcze przede mną. Wzięłam do ręki kubek z herbatą i wpatrywałam się we fragmenty zielonych liści, które osiadły na dnie. Siedziałam, patrzyłam i myślałam, nie zdając sobie sprawy z mijającego czasu.
     Gdy nagle usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi, podskoczyłam przerażona jak wyrwana z transu. Wylałam resztkę herbaty na stół. Usłyszałam cichy śmiech Bestii, który właśnie wszedł.
     - Bardzo zabawne - mruknęłam pod nosem. Wstałam z krzesła i poszłam szukać ręcznika, żeby po sobie posprzątać.
     - Boisz się naszych drzwi? - zapytał, nadal się śmiejąc.
     Stanął obok stołu, z wielkim uśmiechem na twarzy. Miał na sobie czarne jeansy i zieloną koszulkę, co w zestawieniu z jego kolorem skóry wyglądało komicznie. Z trudem powstrzymałam się od wybuchnięcia śmiechem. Podeszłam z ręcznikiem w ręce do stołu i bez słowa starłam herbatę. Potem odłożyłam kubek i zasunęłam krzesło. Bestia przyglądał się tym wszystkim czynnościom, uważnie mnie obserwując.
     - Jeśli boisz się, że zrobię jakiś nieoczekiwany ruch w celu wbicia ci czegoś w serce, to wiedz, że zostawiłam broń w pokoju - powiedziałam, spoglądając na niego.
     Otworzył szerzej oczy w zdziwieniu, po czym zaczął się śmiać. Stanęłam naprzeciw niego, z rękoma na biodrach i czekałam aż się uspokoi.
     - Żartowałaś prawda? - spytał nagle, zmieniając wyraz twarzy na zupełnie poważny. Przewróciłam oczyma i minęłam go, idąc w stronę drzwi.
     - Czekaj! - krzyknął, gdy zaczęłam wchodzić na schody. Zatrzymałam się i niechętnie obróciłam głowę w jego kierunku. - Po pierwsze, czy ty masz na sobie bluzę Robina? A po drugie, o której ty wstajesz? Nigdy wcześniej nie natknęliśmy się na ciebie przy stole.
     - Ym... Tak. Mam na sobie bluzę Dicka, znalazłam ją w szafie. I wstałam o wpół do piątej - odpowiedziałam niechętnie. Nie miałam większej ochoty uczestniczyć w tym małym przesłuchaniu, ale skoro przygarnęli mnie do siebie, to mogłam być chociaż miła. A nie leżało to w mojej naturze.
     - Co? O wpół do piątej?! - zdziwił się. Ręce opadły mu wzdłuż ciała i wlepił we mnie oczy. Robi się coraz dziwniej. - I czekaj. Jaki Dick?
     - Daj spokój -  teraz mnie opadły ręce. - Mieszkacie razem i nie wiesz jak ma na imię?
     - Tak właściwie... To nie - zastanowił się. - Na prawdę ma na imię Dick?
     Przybrał pytający wyraz twarzy i chwycił się jedną ręką za głowę. Oparł się o krzesło. Rzuciłam mu zdziwione spojrzenie. Tacy z nich przyjaciele, że nie wiedzą jak się nazywają. Nawet Willow znała moje prawdziwe imię. Litości.
     - Właściwie to Richard. Ale zawsze wszyscy mówili na niego Dick - wzruszyłam ramionami.
     - Aa - westchnął Bestia.
     Drzwi znów się otworzyły. Odwróciłam się w ich stronę. Do pokoju weszła Raven i Gwiazdka, uśmiechnięta od ucha do ucha. Rude włosy miała rozpuszczone za ramionami. Ubrana w fioletową bluzkę z długim rękawem i białe spodnie stanowiła całkowite przeciwieństwo Raven, całej w czerni. Obie było zupełnie różne- zarówno pod względem wyglądu, jak i zachowania.
     Gwiazdce na mój widok spochmurniała mina. Zatrzymała się wzrokiem na bluzie, którą miałam dziś założoną. Przygryzła dolną wargę w złości i splotła ręce na piersi. Raven najpierw spojrzała na nią, a później na mnie, po czym przewracając oczyma ruszyła w stronę kuchni. Westchnęłam tylko i odsunęłam się dziewczynie z drogi. Gwiazdka ciągle rzucając mi wrogie spojrzenie poszła za nią.
      Bestia nie wyczuwając napiętej atmosfery w podskokach wszedł za dziewczynami do kuchni. Pogwizdując pod nosem stanął między Raven a Gwiazdką i powiedział:
     - Wiecie, czego się dziś ciekawego dowiedziałem? - przerwał ciszę chłopak.
     Naciągnęłam rękawy bluzy, chcąc schować się w jej wnętrzu. Nie znosiłam wzroku, którym darzyła mnie Gwiazdka za każdym razem gdy mnie zobaczyła. Jakby była zła na to, że się urodziłam. Wiedziałam, że ta wrogość wynika z zazdrości i że nigdy się to nie zmieni. Niespecjalnie mnie to obchodziło, ale w takich sytuacjach jak ta- gdy stoję z nią w jednym pomieszczeniu, czułam się niekomfortowo.
     - Że w twoim pokoju nie ma już czystych skarpetek? - zażartowała Raven, siadając z kubkiem przy stole. 
     Roześmiałam się cicho. Zaczynałam nawet lubić Raven. Obie miałyśmy trochę wspólnego, ale przede wszystkim łączyło nas jedno: Bestia działał nam na nerwy. 
     - Niee - powiedział lekko obrażony Bestia. - Wiedzieliście, że Robin ma na imię Richard?
     Gwiazdka trzasnęła drzwiami do lodówki. Ja westchnęłam tylko i nieśmiało podeszłam bliżej stołu. Może nadarzy się korzystna okazja do rozmowy z drużyną. Muszę im wszystko wyjaśnić i w końcu się stąd wynieść. 
     - Wielkie odkrycie - prychnęła Raven.
     - Wiedziałaś? - zdziwił się Bestia.
     Zamiast odpowiedzieć, Raven wzięła łyk herbaty i zignorowała stojącego nad nią chłopaka. Gwiazdka zaczęła przygotowywać sobie śniadanie, nadal zdenerwowana. Unikała mojego wzroku i udawała, że nie istnieję. Wow. A ja myślałam, że to Cyborg mnie nie lubi. 
     Bestii znudziło się przypatrywanie Raven, więc usiadł do stołu i w milczeniu konsumował kanapkę, którą wyjął z lodówki. Ja stałam nadal w tym samym miejscu prosząc w duchu, żeby Dick wszedł do pokoju i rozluźnił atmosferę. Oparłam się o ścianę naprzeciwko stołu i splotłam ręce na piersiach. Przypatrywałam się Gwiazdce, która w milczeniu nalewała wodę do kubka. Cisza robiła się coraz bardziej nieznośna.
     Na szczęście do pokoju wszedł Dick i Cyborg. Rozmawiali o czymś, ale przerwali. Dick rzucił zdziwione spojrzenie w stronę Gwiazdki, która z obrażoną miną usiadła do stołu. Cyborg wzruszył ramionami i oboje ruszyli w stronę kuchni. 
     - O, Megan - zobaczył mnie Cyborg. 
     - Wynurzyłaś się z pokoju? - spytał Dick zza drzwi lodówki. 
     - Ta - potwierdziłam cicho.
     - Hej! - wtrącił się Bestia. Wszyscy spojrzeli na niego zdziwieni. - Wiecie...
     - Powiedz to Robinowi, na pewno tego nie wie - stwierdziła sarkastycznie Raven, przerywając mu. 
     Bestia rzucił jej zdenerwowane spojrzenie. Dziewczyna tylko podniosła brwi w pytającym geście, po czym wróciła do picia herbaty. 
     - Czego nie wiem? - spytał Dick, siadając naprzeciw Raven. Gwiazdka od razu się podniosła i z wysoko uniesioną głową poszła usiąść na sofie. 
     - Co znów zrobiłem? - westchnął, idąc za Gwiazdką. Zaczęli cicho rozmawiać, stojąc w drugim końcu pokoju. Czułam się winna, bo byłam zapewne powodem ich kłótni.
     Postanowiłam się tym nie przejmować. Zwróciłam dla odmiany wzrok na drużynę, która beztrosko jadła śniadanie. Cyborg i Bestia śmiali się, a Raven ze zdziwieniem ich obserwowała. Rozmawiali, w między czasie jedząc. Nie rozumiałam ich zachowania. Cienie mogły zaatakować w każdej chwili, a oni jak gdyby nigdy nic, rozluźnili się i zapomnieli o reszcie świata. Po chwili przyłapałam się na tym, że patrzę na nich z niedowierzaniem. Raven spojrzała na mnie pytająco, po czym wstała od stołu i podeszła do mnie.
     - Coś się stało? - spytała, splatając ręce na czarnej, obcisłej bluzce.
     - Jak możecie być tacy spokojni? - ściągnęłam brwi. - Cienie mogą zaatakować w każdej chwili.
     - Nie wiemy co planują. Nic nam nie powiedziałaś - wtrącił się Cyborg.
     Posłałam mu wrogie spojrzenie. Skąd miałam to wiedzieć? Nie pracuję już z Cieniami. Gdybym sama znała ich plany, nie leżałabym na sofie, tylko ruszyła z nimi walczyć.
     - Skąd podejrzenie że ja wiem?
     - Może stąd, że pracowałaś dla nich - stwierdził Bestia.
     Gwiazdka i Dick podeszli do nas. Rudowłosa była już spokojna, uśmiechała się słabo. Jednak w jej oczach ciągle była ta nieznajoma wrogość. Dick obejmował ją ramieniem i przysłuchiwał się naszej rozmowie.
     - Och, więc dlatego tutaj jestem prawda? - spojrzałam na zielonego z litością. - Myślisz że jestem idiotką? Gdybym znała ich plany, już by mnie tu nie było.
     - Spokojnie - Dick spojrzał na mnie z wyrzutem.
     Prychnęłam, kręcąc głową z niedowierzania. Jak mogli tego nie widzieć? Ściągnęli mnie tu na marne. Za najwyżej kilka dni zostanie po mnie tylko nieposłane łóżko. Rozpłynę się w powietrzu, bo postanowili mi zaufać.
     - Może na początek powiesz nam gdzie ukrywali się agenci Cieni, gdy jeszcze z nimi pracowałaś? - zaproponowała Raven.
     - To bez znaczenia. Już ich tam nie ma - odpowiedziałam. Widząc spojrzenie, którym obdarzyła mnie dziewczyna, dodałam: - Podziemia Gotham. Ale znając życie, zniszczyli to miejsce.
     - Dlaczego mieliby to robić? - spytała Gwiazdka.
     - W przeciwieństwie do większości ludzi na świecie, doceniają siebie nawzajem. Wyszkolili mnie i wiedzą, co potrafię. Nie ignorują przeciwnika, szczególnie gdy ma określone pobudki do czynów.
     - Sądzili, że jeśli będziesz chciała wykorzystasz tą wiedzę przeciwko nim - domyślił się Cyborg. - Dlatego zniszczyli to miejsce.
     - Oczywiście - potwierdziłam. - Cienie łatwo nie rezygnują. Każdy kto kiedykolwiek ich zdradził, prędzej czy później skończył na cmentarzu, lub w ukryciu.
     Zauważyłam, że Dick zmarszczył czoło. Wiedziałam, o czym myśli. Albo martwi się o mnie, albo o samego siebie. Ja też miałam powody, by się o niego martwić. Willow wiedziała, że pogodziłam się z bratem. Cienie wiedzą więc, gdzie mnie szukać. Mogłam się w każdej chwili spodziewać zabójcy z nożem w pokoju. Albo kogoś o wiele gorszego.
     - Jesteś świadoma, że my nie wiemy o tej organizacji tyle co ty? - poinformował mnie Cyborg.
     - Na prawdę? Myślałam że czytasz w myślach - powiedziałam złośliwie, spoglądając przy tym na Raven.
     - Megan, proszę, zacznij współpracować - upomniał mnie Dick.
     - Jasne, jasne - westchnęłam.
     Drużyna usiadła przy stole. Bestia szybko sprzątnął po śniadaniu, a Raven zrobiła sobie kolejną herbatę. Usiadłam między Dickiem a Bestią. Cyborg, siedzący naprzeciw mnie, przyglądał się uważnie mojej twarzy i każdemu ruchowi, który wykonywałam.
     - To co. Opowiedz nam o tych Cieniach - zachęcił mnie zielony, opierając głowę na dłoniach.
     Więc opowiedziałam. O tym jak zorganizowane są działania, jak ćwiczyliśmy, co było naszym celem, itp. Zgrabnie ominęłam wszystkie osobiste informacje i przemilczałam sprawę Willow. Postanowiłam też nie wspominać, jak mnie traktowano; nie jak dziecko, tylko dorosłą. Nie wolno mi było pytać, musiałam słuchać. Większości się domyślałam, bo szczegóły omijali. Traktowano mnie na równi z wyszkolonymi wojownikami, w walce także musiałam być równie dobra jak oni. Gdy przypominałam sobie te chwile, przechodziły mnie dreszcze.
     - Wow - westchnęła Raven, gdy skończyłam. Wszystkie pięć par oczu były wpatrzone we mnie. Bestia nieświadomie otworzył szeroko usta ze zdziwienia. Po chwili jednak je zamknął, bo Gwiazdka go szturchnęła.
     - A ty miałaś dziesięć lat, gdy zaczynali cię szkolić? - zaciekawił się Cyborg.
     - Ta - odpowiedziałam cicho. Otuliłam się mocniej bluzą, ciesząc się każdą chwilą ciszy. Nie chciałam, by zadawali pytania o Willow, czy moje życie wśród wojowników. Podświadomie byłam jednak wdzięczna Cieniom, za to że nie pozwolili mi zginąć tak wiele razy, że mnie wszystkiego nauczyli i dali schronienie. Nienawidziłam ich, ale byłam im wdzięczna.
     - Pójdę już do siebie - powiedziałam nagle, wstając od stołu. Nikt mnie zatrzymywał.
     Weszłam do pokoju i zamknęłam cicho drzwi. Westchnęłam głośno i usiadłam na łóżku. Chciałam w spokoju zastanowić się, jak bezboleśnie dla Dicka uciec z wieży. Dni mijały, a ja nadal nie znalazłam ruchu oporu. Musiałam jakoś zapobiec działaniom Cieni. Ale sama nie dam rady i potrzebowałam wsparcia i planu. Dobrego planu.
     Poczułam, że wiatr rozwiewa pojedyncze kosmyki włosów, które wydostały się z mojej kitki. Czyżbym nie zamknęła okna? Wstałam powoli i podeszłam do niego. Zamknęłam okno jednym ruchem. Chciałam znów pogrążyć się w myślach, więc usiadłam na łóżku. Jednak w oczy rzuciło mi się małe zawiniątko na podłodze. Podniosłam białą, pogniecioną kopertę. Zaciekawiona otworzyłam ją. W środku była kartka z wiadomością.

Droga Megan,
Wiemy, że nas szukasz. Jednak bez pomocy nigdy by ci się to nie udało.
Dobrze się ukryliśmy. Potrzebujemy cię, ze wzajemnością. Znamy twoją historię.
Jeśli ciekawi cię współpraca, bądź o północy na wybrzeżu. 
Wysyłamy jednego z naszych.

R.O.
                 
     Co to ma znaczyć? Obróciłam kartkę, ale nie znalazłam żadnych wskazówek. Na kopercie też nic nie znalazłam. I ten skrót... Intuicja mi podpowiadała, że to nie była pułapka. Muszę być na wybrzeżu o północy, może czegoś się dowiem?

________________

Dzisiaj trochę dłużej, bo mnie natchnęło ;) Przypominam, że kolejny rozdział pojawi się dopiero za tydzień, z powodu roku szkolnego. Muszę się uczyć ^^
Zapraszam do komentowania i odwiedzania bloga. Do następnej notki! 

4 komentarze:

  1. Rozdział genialny, już nie mogę się doczekać następnego! Wyłapałam 1 błąd, przed kolorami niepotrzebnie dałaś : . Zaciekawił mnie Bestia, myślałam, że nie lubi Megan, a tu prosz! Jaki miły się zrobił xD.

    OdpowiedzUsuń
  2. No teraz Megan zyska trochę respektu... Rozdział bardzo przypadł mi do gustu ^^
    Ale... jestem troszkę zawiedziona...
    Czemu nie opisałaś walki?
    Will

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, przed nami jeszcze mnóstwo walk i krwi na rękach ;) Ten rozdział był 'na uspokojenie' bo w następnych będzie się sporo dziać! Nowi sprzymierzeńcy, wrogowie, coraz więcej komplikacji między Megan a Tytanami. Jest na co czekać :)

      Usuń
    2. No ja mam nadzieję ;) Lubię brutalne walki :D Nie wiem co napisać... wyczerpałam resztki weny na rozdział. No to standardowo:
      Nie mogę się doczekać nn ^^

      Usuń