wtorek, lipca 05, 2016

Rozdział 10: Złap mnie, jeśli potrafisz

    Trzask. Zerwałam się błyskawicznie i nawet o tym nie myśląc, chwyciłam sai leżące na stoliku obok łóżka. Instynkt, który ratował mój tyłek już tak wiele razy.
     Willow zrobiła dokładnie to samo. Wymieniłyśmy spojrzenia. Niebieskie oczy mojej partnerki świdrowały drzwi. Obie słyszałyśmy hałasy, dobiegające z korytarza. Parę sekund zajęło nam założenie ubrań i schowanie wszystkich rzeczy pod podłogą.
     Wyjrzałam na zewnątrz. Nie zdziwił mnie fakt, że Damian już tam był. Kiwnął do mnie i wskazał na wejście do mieszkania. Podbiegłam do niego bezgłośnie i przyległam do ściany. Ktoś próbował dostać się do środka. Zaklęłam w myślach. Zawsze dbaliśmy o to, by wywołać jak najmniej podejrzeń, wracaliśmy okrężną drogą, ukrywaliśmy broń, zaciągaliśmy zasłony na okna.
     Damian wyciągnął zakrzywiony sztylet, gdy usłyszeliśmy dźwięk otwieranego zamka.
     W szyi pierwszego z policjantów, którzy wyszli zza ściany, utkwił sztylet.
     Przeturlałam się do przodu, ukrywając się za kanapą, gdy zaczęli strzelać. Damian schował się w sypialni. Willow skoczyła do przodu, schowała się na chwilę za wyspą kuchenną, by po chwili się wynurzyć i rzucić kolejnymi ostrzami. Oba chybiły celu, ale rozproszyły grupę policjantów. Damian wykorzystał moment i zrzucił jednego z nóg. Rzucił się prosto w nich, gdzie mieli przewagę liczebną, ale nie mogli strzelać. Nie chcieli zranić przypadkiem jednego ze swoich.
     Wzięłam kilka szybkich oddechów i po chwili obie dołączyłyśmy do Damiana. W wąskiej przestrzeni nie było zbyt wielkiego pola do popisu. Dwukrotnie oberwałam od mojego przeciwnika w głowę i wpadłam na Willow. Wyplułam krew z ust i szybko uchyliłam się od kolejnego ciosu. Z trudem utrzymywałam równowagę, czując pulsujący ból w czaszce.
    Nie byliśmy w dobrej sytuacji. Było ich dziesięciu, ale część czekała na zewnątrz, by nas zastrzelić gdy nadarzy się okazja. Ochraniacze pokrywały większość ich ciała, nie było wiele miejsc, w które mogłam celować. Zapewne cały obszar był obstawiony.
     Myślałam cały czas, próbując unikać silnych uderzeń. Zdołałam zabić jednego, trafiając przypadkiem w tętnicę szyjną. Odepchnęłam się od ściany i uderzyłam z półobrotu w bok kolejnego z nich. Rozległy się kolejne strzały. Szyby w oknach rozprysły się na drobne kawałki, a ja usłyszałam krzyk jednego z napastników. Zaraz potem rozległ się śmiech Willow.
     Wbiłam sai w nieostrożnie wysuniętą dłoń czarnookiego policjanta. Próbował się wyszarpnąć, ale nie wiedział, że już przegrał. Kopnęłam go z całej siły w brzuch, po czym zabiłam, gdy już leżał na podłodze. Krew prysnęła mi na twarz. Była ciepła.
     Co się ze mną dzieje?
     Z amoku wyciągnął mnie ból. Upadłam na bok i usłyszałam dźwięk przeładowania pistoletu. 
    Damian przebiegł obok niczym błyskawica. Nim zdążyłam mrugnąć, mężczyzna który mnie uderzył, leżał na ziemi. Jęczał z bólu, obejmując brzuch. Krew wypływała zbyt szybko, by miał szansę przeżyć.
    Willow pomogła mi wstać i schowałyśmy się obie za wyspą kuchenną. Damian przeskoczył kilka ciał i dołączył do nas. Przeczesałam wzrokiem pomieszczenie. Sześć martwych policjantów barwiło podłogę czerwienią, kolejnych dwóch z drobnymi obrażeniami próbowało dotrzeć do drzwi. Cały czas strzelali, ale utrzymując pozycję. Bali się.
    - Musimy się stąd zabierać - krzyczałam. Nadal nie mogłam się ogarnąć, jakbym wpadła w jakiś trans. Damian wskazał boczne okno, w którym brakowało szyby. Pokiwałam głową nieprzytomnie. Schodami przeciwpożarowymi dotrzemy na dach, o ile nie są obstawione, powiedziałam sobie.
    - Odciągnę ich na parę sekund - zasygnalizowała Willow i wyjęła kilka noży do rzucania. Przygotowaliśmy się z Damianem do biegu. 
     Gdy miała właśnie rzucić w ścianę, dla odwrócenia uwagi, strzały przeniosły się w inne miejsce, a z klatki schodowej usłyszeliśmy odgłosy walki. Po kilku długich sekundach ciszy wyjrzeliśmy ponad blat. 
    - Potrzebne wsparcie?
    W drzwiach stał Jason, ubrany w swój czarny strój i czerwony hełm. Trącił czubkiem buta martwego policjanta i schował własną broń. Zaśmiałam się histerycznie. Zawsze zjawiał się w najgorszym momencie. Przetarłam twarz dłonią, próbując oczyścić ją z krwi.
    Willow rzuciła Jasonowi krótkie spojrzenie, po czym ruszyła w stronę okna.
    - Nie zasłużyłem na podziękowanie?
    - Wypchaj się.
~~~

    Przyłożyłam sobie lód do głowy i odsunęłam delikatnie rękaw, próbując nie zadać sobie dodatkowego bólu. Materiał był cały pokryty krwią i wgryzał się niebezpiecznie w ranę tuż obok obojczyka. Willow usiadła obok i zmarszczyła nos. Zabrała się jednak za czyszczenie i zszywanie bez słowa. Zaciskałam zęby, powstrzymując jęk bólu. Czasem zbieranie się po walce było dla mnie gorsze niż ona sama.
     Jason siedział na krześle pod ścianą, przebrany już w zwykłe ciuchy. Popijał zimne piwo i patrzył na mnie dość jednoznacznie, co mnie irytowało.
     - Przestań rozbierać mnie wzrokiem, durniu - rzuciłam do niego, poprawiając wolną ręką lód na głowie. Ból już trochę zelżał, ale nadal czułam się otępiała. Być może fakt, że porządnie oberwałam kilka razy w ciągu dwóch tygodni sprawił, iż nie mogłam się odnaleźć. Podczas walki jeszcze nigdy nie czułam się tak jak dziś rano. Zagubiona, jak nie w swoim ciele.
    - Wolałbym robić to rękoma - odpowiedział zaczepnie. Willow mruknęła coś pod nosem o kiepskim flircie. Przewróciłam oczyma. Jego infantylne odzywki w takich momentach zaczynały mi przeszkadzać.
     - Moglibyście sobie oszczędzić. Warto byłoby się zastanowić co robimy dalej, po tym jak policji udało się nas zaskoczyć - wtrącił się Damian, wchodząc do salonu. Miał opatrunek na czole i bandaże na obu dłoniach, po tym jak pchnięto go na podłogę, pokrytą stłuczonym szkłem. Zajął miejsce na zniszczonym fotelu, naprzeciw mnie i Willow. Ta właśnie założyła szwy na mój bark.
     - Skończyłam, teraz wyglądasz jak narzeczona Frankensteina - Willow poczochrała mi włosy i zajęła się sprzątaniem wszystkich narzędzi medycznych ze stolika obok. Bez większych ceregieli zdjęłam zniszczoną bluzkę, podtrzymując zranioną rękę. Chwyciłam czysty, czarny podkoszulek z oparcia sofy i założyłam go na siebie, nie odwzajemniając spojrzenia Jasona.
     - Nie zastanawia was, jakim sposobem nas znaleźli? - zaczęłam. Willow rzuciła mi zaciekawione spojrzenie. - Byliśmy ostrożni ponad normę, a gliny nie kręciły się w pobliżu, zauważyłabym to.
     - Może ktoś na nas doniósł - zaproponowała Willow, siadając obok. Rozciągnęła nogi i przeciągnęła niczym kot.
     - Kto? Jeden z sąsiadów? Dla nich jesteśmy tylko grupą dzieciaków, wymykających się czasem z domu w nocy.
     - Nikt z nich nie mógł zgłosić nas na policję - zgodził się ze mną Damian. - Nie wydano listów gończych, ani nawet ostrzeżeń w mediach.
     Willow nie odezwała się już. Na jej twarzy pojawił się tylko grymas niezadowolenia. Jak zawsze, gdy nie miała racji, naburmuszyła się niczym pięciolatka.
     - Z kim rozmawialiśmy, kto wie o nas coś więcej? - zastanawiałam się na głos. Nie wydawało mi się, by którykolwiek z naszych 'znajomych' miał interes w naszym aresztowaniu, ale nigdy nic nie wiadomo. Ra's uczył nas, by zawsze sprawdzać swoje plecy, nawet jeśli ktoś ich pilnuje.
     - Przez większość czasu nie wychodziliśmy nawet z mieszkania. - zauważył Damian. - W pierwszy dzień zginął ten podrzędny gwałciciel, ale nikt nas nawet nie zauważył.
    - Spotkałeś się z matką, ale ona nie wchodzi w rachubę. Potem szukaliśmy Jinx. Widział nas ten białowłosy skurwysyn i jego dziewczynka, nie wiem skąd wiedzieli jak nas znaleźć. - Willow bawiła się kosmykiem różowych włosów, nie patrząc na żadne z nas. - Jest jeszcze Harley i Cezar.
    - Mogli udzielić policji informacji na nasz temat, ale żadne z nich nie wiedziało, gdzie mieszkamy. Gotham to duże miejsce, nie ma tutaj wiele kamer miejskich. Jednak twój kolor włosów przyciąga zbyt wiele uwagi. Możliwe, że to przez to nas wyśledzili.
     - Może to nie ja przyciągam uwagę, ale ty ze swoimi wiecznie mądrymi spostrzeżeniami, co?! - zdenerwowała się Willow. Zerwała się z sofy w ciągu sekundy.
     - Siadaj, nie zachowuj się jak dziecko - próbowałam zaprowadzić ją do porządku. Jednak słowa nie działały na Willow, a ja nie mogłam się nawet podnieść. Moje ramię bolało zbyt dotkliwie.
     - Mam dość tego dzieciaka - warknęła tylko w odpowiedzi. - Jeśli jesteś taki bystry, spróbuj mi udowodnić, że do niczego się nie nadaję.
    Jęknęłam, słysząc jej wyzwanie. Willow uwielbiała rozwiązywać swoje problemy pojedynkami. Nie żebym ja też tak czasem nie robiła, ale ona ze swoim infantylnym uporem doprowadzała ludzi do szału. Damian tylko przewrócił oczyma, co zadziałało niczym płachta na byka.
     Wściekłą Willow zdążył zatrzymać Jason, który pchnął ją po prostu z powrotem na sofę. To jednak tylko spowodowało, że obróciła swoją chęć mordu chwilowo przeciw niemu.
     Z łatwością wykręcił jej rękę za plecy, bo niesiona złością dziewczyna nie skupiła się zbyt bardzo. Drugą przytrzymał w nadgarstku, nic sobie robiąc z jej szarpania i przekleństw. Przyłapałam się na tym, że obserwuję jego napinające się pod koszulką mięśnie.
     - Zaczynasz być bardziej popieprzona z dnia na dzień, Różowa - skwitował. - Nie zapominaj, że jesteście u mnie. Wolałbym sobie oszczędzić wizyty glin.
     Puścił ją po chwili, gdy już się uspokoiła. Nie spojrzała na nas nawet, ale i tak wiedziałam, że było jej wstyd. Zbyt dobrze znałam moją małą Willow. Zamiast usiąść z powrotem na miejscu, wyszła. Wzięła swoją torbę z ubraniami i zamknęła się w łazience.
     - Nadal do niczego nie doszliśmy - przerwał ciszę Damian. Jego zielone spojrzenie przenosiło się ze mnie na Jasona, który zamiast usiąść, oparł się plecami o ścianę działową i zapalił papierosa. Po chwili wypuścił z ust trochę dymu. Patrzył prosto na mnie. Naszło mnie jakieś niepokojące uczucie, które nie do końca potrafiłam sklasyfikować.
     - Może po prostu Batman was rozgryzł - zasugerował po chwili. Kącik jego ust uniósł się niemal niezauważalnie do góry. Zacisnęłam w dłoni materiał bluzki. Pogrywał sobie ze mną.
    - Idź spać, Damian. Jutro to przemyślimy, gdy Willow już ochłonie - powiedziałam zdecydowanym głosem. Posłuchał, wyczuwając że chcę być z Jasonem sama. Gdy tylko drzwi się za nim zatrzasnęły, wykrzesałam trochę sił i podniosłam się do pionu.
     - Wiedziałeś o tym, czy nie tak, Jason? - przekrzywiłam lekko głowę, podchodząc do niego. Nie poruszył się nawet o centymetr. Zaciągnął się papierosem, jakby nic się nie działo. Drugą dłoń włożył do kieszeni, chcąc wyglądać na spokojnego, ale ja wiedziałam, po co tak na prawdę to zrobił.
     - Gdybym nie wiedział, nie byłoby mnie tam, by uratować twój zgrabny tyłek - zaśmiał się. Zatrzymałam się tuż przed nim. Byłam tak blisko, że widziałam siebie samą w jego jasnych oczach. Oparłam dłoń na biodrze.
     Niech ci będzie, Jason. Zagram z tobą w tę grę.

~~~

     Było już ciemno, gdy Barbara Gordon wróciła do domu. Zdziwiło ją, gdy zobaczyła śpiącego w salonie ojca. Nadal miał na sobie koszulę i spodnie od garnituru. Krawat leżał na stoliku, obok zakurzonych okularów i odznaki policyjnej. Westchnęła.
     - Znów wróciłeś późno z pracy, tatku.
     Otuliła ojca kocem i zaczęła się rozglądać za jego aktówką. Stała w kącie, gdzie zostawił ją w roztargnieniu. Spojrzała na niego ponownie. Oczy miał zamknięte, a  czterdziestopięcioletnia twarz pozostawała spokojna. Barbara uśmiechnęła się lekko i otworzyła aktówkę.
     Jej oczom ukazał się natłok dokumentów, ale szybko znalazła to, czego szukała. Nowo rozpoczęte śledztwo, w sprawie napaści na Cezara. Szybko przerzuciła kartki. Chciała tylko się zorientować, co wie policja, a ile przekazał im Batman. Nic nowego jednak tam nie było. Gdy już chciała zamknąć teczkę i odłożyć na miejsce, ze środka wyślizgnęła się pojedyncza strona. Barbara z szokiem patrzyła na zdjęcie.
     Przedstawiało wysoką kobietę, z rozwianymi przez wiatr włosami, wsiadającą na pokład samolotu. Stała tyłem, dlatego Barbara nie mogła wiedzieć, kim jest. Towarzyszyła jej dwójka dziewczyn. Jedna była bardzo drobna, schowana wręcz w ubraniach. Włosy sięgały jej ledwo do ramion, a na jej czole znajdowało się coś, co przypominało kryształ. Oglądała się za siebie z trwogą w oczach. Tuż obok stało jej przeciwieństwo. Była z pewnością młodsza, ale bardziej pewna siebie. I chociaż miała na twarzy makijaż, Barbara wiedziała, kim jest.
     To jej szukały. Mała czarodziejka z włosami farbowanymi na jasny fiolet, o kocich oczach. Batman dotarł do osób walczących na ringach Cezara. Dowiedział się, jak wyglądała osoba wygrywające wszystkie pojedynki. To wiele nie dało, bo już dawno nie było jej w mieście. Rozpłynęła się w powietrzu, nie mogli znaleźć żadnych dowodów jej istnienia.
     Barbara pośpiesznie schowała wszystkie rzeczy do aktówki ojca, gdy już wykonała zdjęcie fotografii własnym telefonem.
     Wyszła z mieszkania tak, by nie obudzić ojca. Zostawi mu wiadomość na poczcie głosowej później, gdy już porozmawia z Bruce'm. Teraz liczyło się tylko to, by pokazać mu to zdjęcie. Nie miała pojęcia, skąd policja je wzięła. Nie było jednak żadnych wątpliwości, że przedstawiało zaginioną czarodziejkę. Kim jednak była ta druga, z kryształem na czole i kobieta, stojąca tyłem?
     Polowanie na szczury. Czy to na prawdę możliwe, że Liga Zabójców rekrutowała nowych członków? Barbarę przeszedł dreszcz. Czuła się niepewnie ze świadomością, że walczą przeciw czemuś takiemu. Bruce przyznał, że aktywność Ligi w Gotham była do tej pory niezidentyfikowana. Dlaczego w takim razie pozwolili, aby zrobiono tak istotne zdjęcie?
     Bruce był w jaskini, razem z Richardem i Timem. Siedział w fotelu, jednym okiem patrząc na sparing swoich przybranych synów, a drugim przeglądając jakąś bazę danych. Gdy Barbara podeszła bliżej, cała trójka zwróciła się w jej stronę.
     Nie wiedzieli o zdjęciu. Tak jak sądziłam - powiedziała do siebie w myślach. Bruce wpatrywał się w ekran jej telefonu. Ściągnął brwi w zamyśleniu.
     Podczas gdy trójka nastolatków toczyła między sobą dyskusję na temat zdjęcia, on już znalazł odpowiedź. Przecież tak dobrze znana mu była kobieta odwrócona tyłem.
     Talia.
 
~~~
 
     Rachel powtarzała w myślach swoją mantrę. Medytacja pozwalała jej odepchnąć wszystkie obecne sprawy od siebie i zanurzyć się w słodkim niebycie. Ukochała to uczucie. 
     Nie dane jej było się nim długo nacieszyć. Wyczuła w pokoju obecność innej osoby. I pomimo że szanowała Talię, nie mogła powstrzymać się od wsłuchiwania w szept jej myśli. Odkąd w tajemnicy zaczęła rozwijać tą umiejętność, coraz częściej przyłapywała się na zaglądaniu w umysły innych ludzi. Dziewczynę, którą Talia zabierała do Ligi, także Rachel sprawdziła.
     Do końca nie rozumiała, dlaczego się tak dzieje. Być może taka była kolej rzeczy, że zaczynała oswajać się z przebudzoną mocą.
     Myśli Talii były spokojne i poukładane, lecz mimo to Rachel niewiele z nich zrozumiała. Zaledwie szczątki obrazów, które nic nie mogły świadczyć. Docierająca do niej reszta stanowiła słowa w obcym języku. Rachel wiedziała, że jeśli chce dowiedzieć się więcej, musi wedrzeć się do środka. Ale tego jeszcze nie robiła, nawet nie podejrzewała, że byłaby w stanie.
     - Mam nadzieję, że nie przeszkadzam ci zbytnio, kochana - odezwała się pierwsza Talia. Zajęła miejsce na skórzanym fotelu, w kącie tymczasowej sypialni Rachel. Ubrała się w ciemny kombinezon i wygodne buty, jakby miała zamiar gdzieś wyjść. Położyła dłonie swobodnie na podłokietnikach. - Mam dla ciebie zadanie.
     Rachel skinęła głową posłusznie. Kobieta wyjawiła jej kilka najważniejszych szczegółów, nakreślając sprawę. Pokazała również zdjęcie, przedstawiające mężczyznę o białych włosach, z przepaską na oku. Miał silną szczękę, pokrytą lekkim zarostem i nisko osadzone brwi. Jego twarz nie wywoływała u Rachel ciepłych uczuć.
     - Pomożesz mi go znaleźć.
     - Ale jak? - spytała prawie natychmiast dziewczyna. - Nie wiem, czy potrafię to zrobić na nieokreśloną odległość.
     - Och, tym się nie martw. Wilson jest z pewnością w Gotham. Zapewne towarzyszy mu jego siostrzenica. 
     Dostrzegła w Talii zmianę. Na jej gładkiej dotąd twarzy pojawiła się zmarszczka. Rzadko coś tak bardzo ją denerwowało, czy martwiło, by pokazywała to na zewnątrz. To musiało być związane z tym mężczyzną, a Rachel chciała dowiedzieć się o co chodzi. Już od dawna pragnęła zrozumieć Talię.
     I wtedy ośmieliła się to zrobić. Ciekawość wzięła górę i zanim Rachel przemyślała to ponownie, wdarła się do umysłu swojej mistrzyni. Nie zobaczyła tam jednak niczego, co mogłaby przewidzieć. 
     Setki obrazów uderzyły w nią niczym potężna fala oceanu. Dotarły też do niej uczucia, co wcześniej się nie zdarzało. Dla Rachel było to tak silne wrażenie, że wydała z siebie cichy krzyk. Przez kilka sekund widziała oczyma Talii. Ale potem nagle wszystko się urwało.
     Wróciła do własnego umysłu, ciała, by zobaczyć jak kobieta wpatruje się w nią z zimną nienawiścią. Trzymała mocno jej nadgarstki, przypierając do ściany. Rachel czuła, że w jej skórę wbijają się paznokcie kobiety. Z jakiegoś powodu nie wywarło to już dla niej znaczenia. Nic już nie miało znaczenia.
     Odepchnęła ją ciemną falą własnej mocy. Talią rzuciło o przeciwległą ścianę pokoju. Usłyszała trzask łamanego drewna, zanim zaczęło szumieć jej w głowie. Gdy zdołała się podnieść, Rachel już nie było. Pozostawiła za sobą jedynie poszatkowane meble i pełną wściekłości byłą mistrzynię.


_____

Chyba można powiedzieć, że wróciłam. Chyba.
Gryzło mnie sumienie, że zostawiłam tą historię niedokończoną. Nie lubię zostawiać rzeczy niedokończonych, więc postanowiłam sobie, iż w wakacje wrócę do jej pisania. No i jestem. Mam nadzieję że tym razem wytrwam do końca :)
Jestem ciekawa, czy ktoś tutaj jeszcze zagląda, więc byłabym wdzięczna za jakieś śladowe komentarze. Mam nadzieję też wrócić do czynnego komentowania, jeśli jeszcze coś tam piszecie. Dajcie znać.
Nowy rozdział już niedługo :>

4 komentarze:

  1. Jak się cieszę, że wróciłaś!
    Wiem, że mnie nie znasz, ale czytałam Twojego bloga zanim zrobiłaś sobie przerwę, a jak teraz powracasz to postanowiłam, że dla motywacji jednak coś skomentuje :D
    Rozdział świetny, super opisujesz walki. A jeśli chodzi o Rachel to sądziłam, że trochę dłużej będzie w Lidze.
    Na koniec nie zostaje mi nic oprócz przekazania tej wielkiej radości która się wiąże z Twoim powrotem oraz pozdrowienia i życzenia.
    Tak więc, jeszcze raz... Wróciłaś! YEY!!!
    Pozdrawiam i życzę weny oraz wieeeele chęci na pisanie dalej ;*

    Aria

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że postanowiłaś się odezwać :) Każdy komentarz to takie delikatne popchnięcie w stronę dalszego pisania i mam szczerą nadzieję, że takowych będzie jak najwięcej.
    Rozdział już w połowie napisany, zapewne wstawię w niedzielę ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. *dziki pisk i taniec radości* Jak nie przestaniesz co chwilę się pojawiać i znikać, to cię kopnę :P Tu Forsaken. Rozdział mi się podobał, gdzieś widziałam jeden, malutki błąd, ale nie potrafię go teraz zlokalizować.
    Fajnie, że żyjesz i że jeszcze piszesz :D. Jestem ciekawa, co się dalej stanie z Rachel i gdzie się, biedaczyna, podzieje.
    Trzymaj się ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpadnie w dobre ręce :D
      Widzę nowy rozdział u ciebie, więc lecę czytać ! :)

      Usuń